LawBreakers ledwo wyszło i już leży w rynsztoku

Chyba nie tylko ja przegapiłem premierę, która powtarza „wyczyn” Evolve i Battleborn.

Gra Cliffa Bleszinskiego, legendy branży odpowiedzialnego za serię Gears of War. Gra, której zapowiedzi wyczekiwaliśmy naprawdę długo, a kolejne informacje rozchodziły się szerokim echem w growym światku. Sam doskonale pamiętam, że wszystkie większe serwisy pisały zarówno o powstaniu nowego studia Cliffa – Boss Key Productions – jak również szeroko komentowały kolejne tajemnicze arty z niezapowiedzianej jeszcze wtedy produkcji.

I to wszystko zniknęło. Przed premierą LawBreakers widziałem kilka zwiastunów, jakiś wywiad z Cliffem, ale już w żadnej rozmowie ze znajomymi-maniakami gier tytuł ten nie padł ani razu. A gdy gra w końcu wyszła… cóż… przegapiłem to.

Jak się okazuje, chyba nie tylko ja. LawBreakers zadebiutowało na PC i PS4 8 sierpnia, trzy tygodnie temu. W momencie, gdy świat żył już zbliżającym sie Gamescomem, maniacy drużynowych sieciowych shooterów zdobywali skrzynki Letnich Igrzysk w Overwatch, a cała reszta najpewniej zagrywają się w Playerunknown’s Battleground.

Po tych trzech tygodniach statystyki LawBreakers na Steam wyglądają tragicznie:

lawstats

364 graczy – tyle osób grających jednocześnie to wynik bardzo ubogi, mając na względzie fakt, że mówimy o najwyższej wartości z 24 godzin. Oznacza to, że w przypadku starć 5v5 graczy trwa na świecie mniej niż 37 jednoczesnych bitew. Wciąż mowa o dużej i głośno zapowiadanej produkcji jednego z bardziej rozpoznawanych twórców.

Czy LawBreakers to produkcja zła? Nic z tych rzeczy – na Steam królują pozytywne oceny (obecnie na podstawie 2689 ocen Steam określa średnią jako „bardzo pozytywną”). Nie inaczej jest na Metacritic ze średnimi 76 i 77% dla wersji PS4 i PC. Gra zgarnęła kilka 9/10, sporo „ósemek” i mało było głosów nastawionych zdecydowanie negatywnie.

O co więc chodzi? Niewykluczone, że o „podobieństwo” do Overwatcha. Drużynowe pojedynki zróżnicowanych postaci oparte nie na deathmatchach, ale wykonywaniu zadań. Podobnie skończył wszak Battleborn, który jednak był na znacznie gorszej pozycji – nie dość, że jego premiera zbiegła się z premierą Overwatcha, to jeszcze twórcy nie przewidzieli, jak idiotycznym pomysłem będzie system żmudnego odblokowywania kolejnych postaci.

A może po prostu ten staw jest zbyt mały? Sieciowe shootery w ostatnich latach skupiają się raczej na wielkich „monopolistach”, a cała reszta może liczyć co najwyżej na „złoty strzał”, albo… przejście w system free-to-play.

Historia LawBreakers powtarzała się niejednokrotnie. Zarówno Evolve wydane przez 2K Games, czy wcześniej Brink (ktoś pamięta?), twórców hitowego Enemy Territory. Obie gry były dobre, obie miały za plecami sporą marketingową maszynę, obie nie przetrwały długo i obie… wróciły. Zarówno Evolve, jak i Brink odżyły w momencie, gdy przeszły na model free-to-play. I żyją do teraz, przebijając świeże jeszcze LawBreakers:

evolvestats

brinkstats

Wnioski nasuwają się same. Zwłaszcza, że dzieło Boss Key Procuctions było początkowo zapowiadane jako darmówka. Bleszinski i ekipa zmienili jednak zdanie w zeszłym roku. Cliff tłumaczył to wtedy tym, że w przypadku modelu free-to-play twórcy skupiają się bardziej na tym, jak zarobić pieniądze, a nie jak zrobić dobrą grę. Rzeczywistość zrewidowała ten pogląd. Bo czy dobra gra nie zarobi na siebie nawet w systemie free-to-play? Jest wiele przykładów, które mogą to potwierdzić – od World of Tanks, przez popularne gry MOBA, aż do tych konkretnych gier, które niejako zostały zmuszone do stania się darmówkami.

Pozostaje pytanie – kiedy LawBreakers  stanie się grą free-to-play?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s