Kiedyś zagram… z czeluści bibliotek #2 – DiRT 4

Może i jestem trochę nudny skoro znów wybrałem “samochodówkę”, ale jakoś miałem ostatnio ochotę. A że Humble Bundle rzucił się w miarę przyzwoitą ofertą to w końcu skorzystałem. I tak do mojej biblioteczki trafił DiRT 4.

Mój stosunek do serii

Tak jak jak Need for Speed niemal od zawsze był dla mnie synonimem wyścigów, tak seria Colin McRae (świeć panie nad jego duszą) Rally była synonimem gry rajdowej. Pierwsza część była jedną z pierwszych gier, jakie zawitały na moim własnym PCcie. Kultowa “dwójka” jakoś nigdy mi się nie podobała, trójkę ominąłem… ale 04 i 2005 to dla mnie jedna z najlepszych gier rajdowych ever.

DiRT4

Seria po prostu ma to coś… czego chyba “rajdowcy” nie lubią (ale o tym zaraz). Colinowe rajdówki zawsze były dość wymagające, ale nie na tyle, żeby klasyfikować je jako ciężkie symulacje. Ot coś stojącego w rozkroku pomiędzy chamskim arcadem a czymś trudniejszym. I właśnie za to uwielbiałem te gry. I za to też bardzo lubię oficjalną serię WRC (o której pewnie też napiszę przy jakiejś okazji).

Nie trawię za to “fanów” rajdów, wielkich wyznawców realizmu, którzy od zawsze pluli na wszelakie gry tego typu i zawsze cisnęli swoje “Richard Burns Rally lepsze”. Ci ludzie zupełnie nie rozumieją, że nie każdy ma ochotę spędzać godziny za kierownicą (bo każdy inny kontroler to zło), żeby  wykonać idealny Pendulum Turn. Wrrrr…

Dobra wyżaliłem się, wróćmy do gry.

No to zaczynamy przedstawienie

DiRT4 miał chyba w planach powrót do takiego właśnie bardziej “pośredniego” fillingu po nieco bardziej realistycznym DiRT Rally, nie zapominając przy tym o rozwiązaniach z tej ciepło przyjętej części. Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest tryb kariery. W przeciwieństwie do poprzednich DiRTów nie mamy tu okropnie wku*wiającego, ziomalskiego klimatu, tylko raczej typowo nudno-profesjonalny styl. I bardzo dobrze. Pozostawiono natomiast dość upierdliwy dla mnie system zarządzania własną drużyną. Mówiąc szczerze – nie jestem fanem. Wymusza ona poświęcenie na grę więcej czasu, niż tak naprawdę by się chciało.

DiRT4 rajd Szwecji

W karierze możemy na początku wybrać jedynie klasyczny tryb rajdów, ale z czasem odblokujemy buggy, rally cross czy rajdy historyczne. W gruncie rzeczy grałem dłużej jedynie w rajdy zwykłe i historyczne, te dodatkowe tryby niespecjalnie mi się podobały.

Samochody i trasy

Wybór aut jest całkiem przyzwoity, klas jest sporo. Z jednej strony to, co powinno być w grze znajdziemy. Z drugiej – brakuje mi tu kilku fajnych pojazdów. Ale nie ma co narzekać, jest przyzwoicie. Zwłaszcza, że każdym jeździ się inaczej i to naprawdę czuć.

Jeśli natomiast chodzi o miejscówki to można powiedzieć, że jest trochę biednie. Do wyboru mamy jedynie 5 rajdów. Jest tu kilka rodzajów nawierzchni – śnieżna Szwecja, szutrowa Australia czy asfaltowa Hiszpania, uzupełniane przez rajd USA oraz Walii. Szału nie robi, brakuje też takich kultowych lokacji jak Finlandia czy Monte Carlo.

DiRT4 crew

Ciekawym zabiegiem jest natomiast generator tras. Nie da się ukryć, że zmienność miejscówek jest sporym plusem. Z drugiej strony – poszczególne OSy jakoś niespecjalnie zapadają w pamięć i całość wydaje się nieco nijaka.

K….a moje pole

Moje odczucia z DiRT 4 zmieniły się drastycznie w trakcie gry. I to dwa razy. Pierwsze kilka rajdów jest nudnych jak flaki z olejem. Niemal cały czas lecimy prosto przed siebie, mamy raptem kilka prostych zakręcików, a do tego jedziemy naprawdę dość powolną maszyną w niezbyt ciekawym otoczeniu (rajd USA). Mało nie usnąłem podczas gry i naprawdę zacząłem się zastanawiać czy warto.

Na szczęście potem DiRT4 nieco się rozkręcił. Rajdy zaczęły być bardziej wymagające, miejscówki się urozmaiciły, było naprawdę nieźle. Gdzieś w połowie drugiego “poziomu” rajdów moje zainteresowanie zaczęło znacznie spadać. Dlaczego? Cóż… grałem na przedostatnim poziomie trudności i wygrywałem właściwie każdy OS. Często z przewagą 20sekund. Może nie jestem rajdowym patałachem, ale daleko mi do super kierowcy. DiRT4 jest po prostu… za łatwy. Sytuacja nieco się poprawiła po podwyższeniu poziomu trudności, ale serio – tu nie ma zbyt wielkiego wyzwania.

Model jazdy

Do wyboru mamy właściwie dwa tryby. Jednym z nich jest symulacyjny, który przypomina nieco ten znany z DiRT Rally. Wprawdzie nadal mam wrażenie, że jest łatwiejszy do opanowania, ale jest zdecydowanie większym wyzwaniem niż domyślny, bardziej arcade’owy. Ten jest bardzo przyjemny, auto reaguje bez problemów na każdy nasz ruch i łatwo wyjdziemy z tarapatów… może nawet za łatwo. Generalnie jest całkiem nieźle.

DiRT4 livery

Audio-wideo

Jeśli chodzi o wygląd… no cóż, DiRT4 wygląda gorzej od DiRT Rally. Dużo gorzej. Nadal jest całkiem nieźle, ale różnicę widać gołym okiem. Auta wyglądają poprawnie, za to otoczenie tyłka nie urywa, kibice również. Słabsza grafika jest tym bardziej widoczna, im dłużej graliśmy w DiRT Rally. Jeżdżąc w Rajdzie Walii możemy wręcz wychwycić elementy tras znane z poprzedniej części…tylko wyglądające słabiej. Ma to jednak swoje plusy – w przeciwieństwie do DiRT Rally “czwóreczkę” mogłem odpalić nawet na słabszej maszynie niż moja domyślna stacjonarka i nie miałem żadnych problemów z klatkowaniem. Żeby jednak nie było, że tylko marudzę – efekty pogodowe wyglądają naprawdę fajnie, zwłaszcza jazda we mgle pozytywnie mnie zaskoczyła.

Co do audio – stoi na wysokim poziomie, ale osobiście nie mogę słuchać komend rajdowych w języku innym niż angielski. Kwestia przyzwyczajenia. Miło jednak, że możemy zmienić sobie język naszego pilota z poziomu zarządzania zespołem.

 

Dobre?

W sumie to “takie se”. Z jednej strony gra miała naprawdę spory potencjał. Przyjemny model jazdy dla niedzielnego kierowcy połączony z generowanymi trasami brzmi jak nieskończone pokłady zabawy. Niestety jest tu też druga strona medalu. Gra jest po prostu za łatwa, a trasy na dłuższą metę nudne do porzygu.

Aha, jakby ktoś się zastanawiał dlaczego nie napisałem niczego o multi – RaceNet nie działał ani razu od momentu w którym kupiłem paczkę. Zresztą nie tylko na DiRT4, na F1 również. Zgaduję, że epidemia koronawirusa przy okazji wysadziła też serwery.

Werdykt: Z braku laku/dla fanów serii

Komenatrze