Kiedyś zagram… z czeluści bibliotek #4 – Expeditions:Viking

Expeditions: Vikings kusiło mnie od jakiegoś czasu. Dość pozytywne recenzje zachęcały do spróbowania, tematyka i podejście wydawały się bardzo ciekawe… W końcu moja wewnętrzna cebula została złamana powiadomieniem o cenie 30zł. I zagrałem. Dlatego też pisanie kolejnego tekstu z cyklu tyle trwało – ukończenie RPGa wymaga jednak nieco więcej nakładu czasowego 🙂

O co chodzi w ogóle?

Expeditions: Viking to druga gra w serii. Wcześniej wydano część o konkwistadorach. Miałem ją nawet przez chwilę na radarze, ale to jednak nie mój klimat. Tym razem Logic Artists zdecydowało się na nieco bliższe nam klimaty nordyckie. Jeśli chodzi o gatunek, to Expeditions: Viking jest dla mnie mixem RPGa, gry taktycznej oraz szczyptą survivalowego zarządzania wioską/drużyną(hirdą).

Expeditions: Viking lokacja

Wcielamy się więc w młodego przywódcę wikingów. Akcja rozpoczyna się od symbolicznego pogrzebu naszego ojca, który wybrał się na wyprawę do “bogatych, zamorskich ziem” i nigdy z nich nie powrócił. Naszym celem jest utrzymanie naszej pozycji w klanie, a wbrew pozorom – łatwo nie będzie.

Tło historyczne i klimat

Przełom VIII i IX wieku to czasy tzw. burzy normańskiej. Przyczyn było prawdopodobnie kilka. Mówi się przede wszystkim o wzroście populacji Skandynawii, słabości najbliższych sąsiadów czy chęć zemsty na najeźdźcach. Z tej epoki i wydarzeń, choć po wgłębieniu się w temat raczej niezbyt precyzyjnie, czerpie garściami Expeditions: Viking. Mamy tu więc zajęcie Orkadów, łupienie klasztoru w Lindisfarne, walki między Piktami o władzę czy nawet pozostałości Rzymskich Legionów.

Nasi wikingowie również nie przypominają fantastycznych napakowanych chłopaków z rogami na hełmach. Jak nacisk na historię, to nacisk na historię. Wszystko jest raczej tradycyjne, włącznie z uzbrojeniem nastawionym na topory, miecze i włócznie. Czy w grze są elementy fantastyczne? To jest bardzo dobre pytanie. Jest kilka sytuacji pozostawiających pewne niedomówienia, ale też dających się racjonalnie wytłumaczyć. Kwestia tego w co my wierzymy 🙂

Expeditions: Viking
Mapa Brytanii

Nie będę ukrywał – klimat w Expeditions: Viking naprawdę stoi na cholernie wysokim poziomie. Chcemy być typowymi, krwiożerczymi łupieżcami? Proszę bardzo, wyrżnijmy wszystko w pień. Nastawiamy się na handel? Nic nie stoi na przeszkodzie. Warto jednak mieć ciągle w głowie cel naszej wizyty w obszarach poza wioską.

Historia i frakcje

Wszystkie nasze działania mają swoje konsekwencje. Musimy pamiętać w jakiej jesteśmy sytuacji – nasza wioska dopiero straciła lidera, nasze przywództwo jest podważane z wielu stron, dodatkowo nie mamy zbyt silnej obrony. Potrzebujemy sojuszników. I tych możemy zdobyć podczas kampanii. Nie jest ona może jakoś porywająca fabularnie, ale ma swoje plusy.

Przede wszystkim cały scenariusz wydaje się w miarę prawdopodobny. Owszem, pewne sytuacje są nieco naciągane ze względu na nieco minimalistyczną skalę walk, ale w żadnym wypadku nie mógłbym powiedzieć “this is bullshit”.

Expeditions: Viking obozowisko

Drugim plusem jest ciągła konieczność wyboru. Te wpływają nie tylko na relację z sojusznikami, ale także wewnątrz naszej hirdy. Nie raz, nie dwa może zdarzyć się, że członkowie naszej ekipy po kłótni odłączą się od drużyny i już nigdy do niej nie wrócą. Wracając do sojuszników – możemy pozyskać wsparcie od Anglosasów oraz Piktów. Na naszych ziemiach musimy mieć dobre stosunki z Ribe – wasalem duńskim. A to właśnie Duńczycy będą na koniec gry decydować o naszym losie. Istnieje jeszcze kilka pomniejszych frakcji, których wpływ na rozgrywkę jest nieco mniejszy. Nie warto ich jednak zbytnio zaniedbywać, gdyż czasem dobre stosunki mogą nam uratować tyłek.

Trzecim plusem, o którym za dużo nie powiem, są zakończenia oraz twist fabularny z nimi związany. Może nie jest on w 100% niespodziewany, ale nie powiem, lekko się zaskoczyłem.

Rozgrywka

Expeditions: Viking możemy właściwie podzielić na 3 części roz(g)rywkowe: część RPGową, taktyczną oraz zarządzająco-survivalową. O pierwszej części w większości juz napisałem. Nie mamy tu może tysiąca stron dialogów, miliarda questów pobocznych, ale wszystko trzyma się kupy i nie mogę narzekać na tę część gry. Ba, nawet miejsca na proste romanse się znajdzie.

Podczas gry nie zdobywamy poziomów, a jedynie punkty umiejętności. Tymi zaś podbijamy konkretne perki podczas gry. System prosty, ale działający naprawdę dobrze.

Expeditions: Viking

Jak to jednak w RPGach bywa, czasem zdarzy się nam powalczyć. I tutaj przechodzimy do lekkich problemów Expedition: Vikings. W gruncie rzeczy cała walka kupy trzyma się całkiem nieźle. Wojownicy walczą w pierwszym rzędzie, tarcze mają naprawdę wysoką szansę na blok, łucznicy szyją zza pleców wrogów, włócznicy tłuką o 2 hexy od przeciwnika. Ba, nawet zablokowanie linii strzału mamy. Problem w tym, że na późniejszych etapach perki pozwalają na tyle mocno upgrade’ować łuczników, że przeciwnik bez tarczy jest właściwie bez szans. Po prostu schodzi na hita. Nie ukrywam, od pewnego momentu zasuwałem z dwoma łucznikami bo było zwyczajnie łatwiej. Trochę szkoda, że balans się nieco rypnął w ten sposób. Dziwne jest też miejscami decydowanie o kolejności ruchów. Często ewidentnie to ja zaskakuje przeciwnika, ale to on jako pierwszy ma fazę ataku.

Trzecia część rozgrywki to zarządzanie hirdą oraz naszą wioską. Rozbudowa wioski daje nam konkretne bonusy oraz przydaje się jeszcze do czegoś, o czym nie powiem “bo spojler”. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, ot raz na jakiś czas klikamy rozbuduj (o ile mamy surowce) i tyle. Natomiast ciekawiej wyglądają same obozowiska. Nasi bohaterowie muszą jeść, spać czy być leczeni z obrażeń ciała po bitwie. Odpowiednie wyszkolenie członków załogi to podstawa przeżycia w tym nieprzyjaznym świecie. Zwłaszcza…

Expeditions: Viking

Żeby nie było za łatwo

…jak zdecydujemy się na któryś z wyższych poziomów trudności. Expeditions: Viking to nie jest prosta gra. Walka potrafi być piekielnie trudna, zwłaszcza na początku podczas potyczek w nocy. Co jakiś czas mamy też zdarzenia losowe, a nie wszystkie z nich są pozytywne. A wręcz można powiedzieć, że większość z nich nie jest. Na szczęście Expeditions: Vikings daje możliwość swobodnego modyfikowania trudności rozgrywki, także podczas trwającej gry. No i warto mieć na względzie to, że mamy ograniczony czas na nasze przygody, a zegar nieustannie tyka.

Audio/Wideo

Muzyka jakoś specjalnie mi w ucho nie wpadła, ale też nie denerwuje. Mogę więc powiedzieć, że jest ok. Grafika? Przyzwoita, ale bez jakiegoś większego szału. Zresztą popatrzcie na screeny. Muszę za to przyznać, że mokradła we mgle wyglądały bardzo ładnie, zdecydowanie wyróżniały się na tle innych lokacji.

Expeditions: Viking

Minusy

Żeby jednak nie było że tylko słodzę, pogadajmy o minusach. Przede wszystkim widać, że Expeditions: Viking to nie jest gra AAA, tylko pozycja robiona przez małe studio. Nie mamy tu ani jakiegoś ogromnego rozmachu rozmiarowego lokacji, ani ogromnych, epickich walk, ani mega długiej fabuły. Niemal w każdym aspekcie widać pewną budżetowość produkcji. Warto mieć to na względzie.

Drugą rzeczą są bugi, a te niestety się zdarzają. Z tych, które mnie dotknęły najbardziej to:

  1. Nie dało się wyjść z lokacji
  2. Jednostki nie wyszły z trybu walki
  3. Trafiałem przeciwników z łuku przy 0% szans na trafienie
Dobre?

W sumie powiedziałbym, że tak. Jasne, grze towarzyszy lekki zapach budżetowości, ale ogólnie bawiłem się przy niej bardzo dobrze. Absolutnie nie żałuję wydania tych 30 złociszy. Aż się zacząłem zastanawiać nad zakupem Expeditions: Conquistador. Niby nie moje klimaty, ale po wikingach jestem zainteresowany. Zakup Expeditions:Viking z całego serca polecam. Może nie za pełną cenę (120zł na steamie), ale w jakiejś promocji jak najbardziej.

Komenatrze