Recenzja Loop Hero – kolejny “indykowy” hit?

Ponurą przyszłość sztampowego, powtarzalnego gamingu dla mas urozmaicają nieco tytuły niezależne. Nie wszystkie, ale zdarzy się przydrożna latarnia, która rozświetli mroczny świat niezależnych crapów.

Granica między grami niezależnymi, a “A” oraz “AA” coraz bardziej nam się zaciera. Dla mnie tytułami indie będą np. Enter the Gungeon, Spelunky czy Dead Cells. Natomiast takie gry jak Hades, Disco Elysium oraz Valheim wchodzą już bardziej na poziom A lub nawet AA. I żeby była jasność – nie przepadam za grami indie. Gungeon czy Spelunky po prostu mnie odrzucają. Nie oznacza to jednak, że nie potrafię docenić takich perełek jak Dead Cells czy… no właśnie – czy Loop Hero jest właśnie taką kolejną indie-perełką?

Jak się w to gra i z czym to się je

Budzimy się w nicości. Świat został zniszczony i nic nie pamiętamy. Jedyne, co zapamiętaliśmy, to Licz unoszący się na niebie. Ruszamy zatem, aby go odnaleźć. Z rozbitych fragmentów świata, składamy ponownie rzeczywistość, walcząc po drodze z potworami. Brzmi wspaniale, prawda? Tak prezentuje się historia Loop Hero. W praktyce – generowana jest droga, tytułowy loop – i z każdym okrążeniem robi się trudniej. Z pokonanych przeciwników wypadają przedmioty, zasoby, bądź karty, z których składamy sobie sprzęt, mapę i rozbudowujemy bazę.

loop hero 1

Rozgrywka Loop Hero przypomina inne karciane dungeon crawlery, najbardziej Slay the Spire. W Loop Hero karty pełnią jednak inną funkcję, niż ataki/czary. Z kart układamy dookoła naszej drogi wzgórza, pustynie oraz łąki, które dodają nam punktów życia/regeneracji. Są też karty funkcji (latarnie, kryształy, świątynie, etc.) oraz przeciwników, które ustawiamy na lub tuż obok drogi. Generujemy sobie tym sposobem ułatwienia oraz silniejszych wrogów, z których wypada lepszy loot (a przynajmniej powinien…). Budowanie przybliża nas też do celu ostatecznego – starcia z bossem. A walki? Te dosłownie toczą się same na zasadzie autobattlera. My mamy jedynie wpływ na nasze statystyki.

Jakie to zaskoczenie dobre jest, o ja nie mogę normalnie

Oj, mocno mnie od tej gry odpychało. Dałem się jednak przekonać swoim kolegom i… nie żałuję. Po pierwsze – uwielbiam dark fantasy. A klimat w Loop Hero jest wręcz niesamowity. Wszyscy wokół wszystko zapominają i naprawdę czuć, że świat przestał istnieć. Projekty postaci, bossów, wrogów, mimo że złożone ze sprite’ów, naprawdę dają radę. Do tego muzyczka midi – jak to wszystko pięknie razem gra. Sztuka – biorąc pod uwagę, że całość opiera się na prymitywnej grafice.

loop hero deck

Zostawiając sam klimat – z pierwszego akapitu można wywnioskować, że gra jest mało złożona i nie ma wiele do zaoferowania. Nic bardziej mylnego. Karty łączą się w kombinacje, dające odpowiednio duże bonusy. Tak samo oddziaływać na siebie mogą karty wrogów/drogi. Na przykład: gdy wybudujemy wioskę a przy niej postawimy Posiadłość Wampira, to ten zniszczy ją i przez 3 okrążenia będziemy musieli walczyć z ghoulami oraz samym wampirem. Z kolejnym “kółkiem” zmieni się ona w lepiej prosperująca miejscowość, dająca znacznie lepsze bonusy, niż zwykła wieś. Takich kombinacji jest oczywiście znacznie więcej.

Klasy i ulepszenia

To samo tyczy się wyposażenia. Sprzęt może dysponować dodatkowymi cechami, uzależnionymi od klasy, którą obecnie gramy. No właśnie – klasy. Na ten moment dostępne są jedynie 3 – warrior, rouge i necromancer. Każdy z nich dysponuje innym wyposażeniem i gra się nią inaczej. Wojownik oraz łotrzyk różnią się głównie tym, że woj ma sporo regeneracji oraz ogólnie zdrowia, a łotrzyk inaczej zbiera przedmioty, zadaje więcej obrażeń i skupia się głównie na unikach. Jednak największą różnicę przynosi klasa nekromanty. Zamiast walczyć samemu, przywołuje sobie szkielety, które odwalają robotę za niego, a on sam udziela się w walce symbolicznie. Z chęcią pograłbym większą ilością klas i mam nadzieję, że wkrótce się pojawią.

loop hero drzewko bazy

Jeszcze ostatnia kwestia, jeżeli chodzi o ulepszenia. Możemy rozbudowywać swoje obozowisko, zbierając zasoby zdobyte podczas okrążeń. Zasoby tracimy, jeśli uciekniemy (-40%) bądź zgieniemy (-70% zasobów). Ulepszenie obozowiska odblokowuje nowe klasy, karty, zdobywamy większe bonusy za wykonanie “kółka”, etc. Jest tego naprawdę sporo i sprawia, że jeszcze więcej kombinujemy.

No dobra, ponarzekajmy trochę. Dokładnie na jedną rzecz

Niestety, jest rzecz, która tę grę męczy niesamowicie – RNG. W Loop Hero praktycznie wszystko uzależnione jest ostatecznie od losowości. I nie bardzo to ze mną gra, chociażby ze względu na mojego wrodzonego pecha. Losowe wypadanie kart jeszcze można jakoś przeżyć, bo da się złożyć talię i ją nieco dostosować, jednak sprzęt to kompletna porażka. Bywają tak pechowe kółka, że do 4 okrążenia (czyli 4 poziomu wrogów) będziemy chodzić z bronią pierwszego poziomu, bo po prostu żadna nie wypada. Albo będziemy mieć bardzo mało wzgórz i pól do HP i leczenia, za to mnóstwo posiadłości wampira i lasów.

loop hero wombo combo

Niestety, to samo tyczy się zdobywania poziomów. Bywa tak, że dostaniemy naprawdę pożyteczne umiejętności, łączące się w mega-kombinacje. Np. trafiło mi się, że szkielety leczą się, gdy zabiją wroga a drugą umiejętnością była “horda”, dająca 3 silniejsze szkielety z każdym okrążeniem. Nie brakuje jednak sytuacji, kiedy to dostaniemy kolejno po sobie totalnie nieprzydatne badziewie. Niestety, ale po n-tej wyprawie z rzędu, gdzie nie mogłem odpowiednio wypoziomować szkieletów, bo nic nie wypadało kompletnie, odechciało mi się na jakiś czas. I właśnie w tym czasie piszę tę reckę.

Warto? Będzie hicior?

Loop Hero już jest hitem – jak sami twórcy określili, gra sprzedała się znacznie powyżej oczekiwań. Liczba graczy na pewno spadnie, gdyż jest to gra single-player z określonym celem. No i pokazała, że gry indie potrafią błysnąć. A teraz pozostaje pytanie – czy warto? Co dziwne, nie mam problemu z odpowiedzią. Nie poleciłbym jej absolutnie każdemu i już wyjaśniam, dlaczego.

loop hero seraf 3 boss

Na przykładzie naszej redakcji – ŁysyPK nienawidzi losowości oraz indyków, więc Loop Hero nigdy bym mu nie polecił. Za to Seraf uwielbia się bawić w składanie jak najefektywniejszych combo i zabawę usprawnieniami. No i ma nieco szczęścia do losowości, więc się w grze odnajdzie. Zresztą – zaszedł już znacznie dalej ode mnie i bawi się świetnie, więc się potwierdza. A dla mnie? Fantastyczna gra ze swoimi mankamentami. Za cenę niecałych 60zł naprawdę warto spróbować. Aha, jeszcze jedno ostrzeżenie – niebezpiecznie łatwo można w nią grać podczas rozmów na home-office 😉

Recenzja na podstawie egzemplarza własnego