Recenzja Ninja Gaiden Master Collection – godny remaster trylogii Hayabusy?

Są takie remastery, które poprawiają oryginał, są też takie, które trzymają się pierwowzoru. Ninja Gaiden Master Collection zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.

Na początek wyjaśnienie – nie jest to recenzja samych gier, gdyż te mają oceny wystawione od lat. Przede wszystkim skupiamy się na tym, jak poszły remastery. O samych grach poświęcę osobny akapit. Zapraszam więc na podróż po świecie “Demony vs Ninja”. Recenzujemy wersję na PlayStation 4 a ogrywamy ją na PlayStation 5.

Ninja Gaiden Master Collection, to komplet 3 klasycznych slasherów, w których głównym bohaterem jest ninja Ryu Hayabusa. Jest to nic innego jak zremasterowane Ninja Gaiden ∑, Ninja Gaiden ∑ 2 oraz Ninja Gaiden 3: Razor’s Edge. I od razu należy się spory plus dla Koei Tecmo – w jednej cenie otrzymujemy 3 gry, do tego w niższej niż standardowa – 169zł (na PS4/PS5). Coś, co w przypadku remasterów powinno być standardem (ekm… “niektóre” kosztują ponad 300zł).

Ninja gaiden master Momiji

Ninja Gaiden – a szczególnie pierwszy tutaj obecny Sigma, to przedstawiciel starej szkoły gier akcji, której obecnie chyba już nie uświadczymy. Zaliczyłbym do niej Devil May Cry 1-3, serię Onimusha i właśnie Ninja Gaiden. Jeżeli lubicie wyzwania i odrobinę masochizmu, to powinniście od razu spojrzeć w stronę tych remasterów. Ale po kolei – najpierw moja słodka recenzja. Jako że są to 3 gry, to remaster każdej z nich opiszę w osobnym akapicie.

Ninja Gaiden ∑

Najstarsza część oryginalnie wyszła w 2007 roku… a w zasadzie 2005… nie – w 2004 roku. Wyjaśniając – Ninja Gaiden Sigma to remaster Ninja Gaiden Black, który był rozszerzoną wersją Ninja Gaiden z 2004 roku i pamiętającą jeszcze PlayStaion 2. Do sedna – w pierwszym Sigma udało się sporo ugrać graficznie przez podbicie tekstur, lepszą rozdzielczość i filtrowanie. Udało się też poprawienie animacji i efektów, jednak widać że to nie ta epoka. Co ciekawe – prerenderowane cutscenki też ulepszono. W niektórych wyszło lepiej, w innych gorzej, ale takiemu dziadkowi należy się ulga w tym temacie. Gameplayowo nie zmieniono kompletnie nic względem oryginału… i nie wiem czy to plus czy minus. Zależy czego oczekujecie. Jeżeli chcecie przeżyć, jak kiedyś się grało w slashery, to zdecydowanie plus. I Koei Tecmo chyba właśnie to chciało osiągnąć – zachowanie oryginału tak wiernie, jak to tylko możliwe.

NINJA GAIDEN Σ_20210522162024

Ninja Gaiden Sigma jest legendarny ze względu na kilka aspektów – głównie trudność (Soulsy przy tym to pikuś) i największego przeciwnika w grze – kamerę. Z kamerą można było pokusić się o minimalne poprawki i grywalność by na tym nie ucierpiała. Szczególnie moment, gdy musimy zniszczyć wieżę nadawczą… Ile ja się przy tym naklnąłem… Przydałaby się też lekka poprawa responsywności. Wiem, że to spora ingerencja w silnik, ale momenty, w których Ryu wesoło skacze do lawy któryś raz z rzędu (bo znowu zamiast w górę zrobił wall-run) czasami zagotowują krew. Wszystko trzeba wykonywać “frame-perfect” inaczej nie przejdziemy. Będąc szczerym – nawet nostalgiczne przeżycie to było i ostatecznie zaliczam to na plus.

Kliknij aby powiększyć

Co więcej? Czczym marzeniem byłaby zmiana systemu celowania podczas strzelania z łuku (znienawidzicie je). Zdaję sobie jednak sprawę, że mogło nie być to wykonalne, bo jest to remaster a nie remake. Przydałoby się za to więcej poprawek “quality of life”. Przy każdej śmierci (których jest tu sporo) widzimy napis “Game Over” dobrych kilkanaście sekund. Potem wczytywanie, kolejne sekundy na “Chapter XY” i potem kolejne na opis rozdziału. Niestety, remaster nie wykorzystuje przy tym mocy PlayStation 5 i ekrany przed rozgrywką są zbędnie długie. Czasami pojawiają się też ekrany wczytywania na kilka sekund podczas gry.

ninja gaiden sigma master final boss

Podsumowując: bardzo udany graficznie remaster. Twórcy mogli pokusić się o nieco więcej usprawnień, szczególnie Quality of Life, nieingerującego w gameplay. Rozumiem jednak, że albo było to utrudnione/niemożliwe, albo Koei chciało jak najwierniej zachować oryginał.

Ninja Gaiden ∑ 2

Tutaj Koei naprawdę zrobiło graficzne cuda. Niedawno miałem okazję odświeżyć sobie na Xboxie One Ninja Gaiden 2 i pamiętam jak wyglądała. Teraz prezentuje się wręcz fantastycznie. Szczególnie modele postaci, efekty i przerywniki. Otoczenie momentami niestety niedomaga, szczególnie w jednym momencie (kałuże i padający deszcz na moście), jednak są to jedyne momenty, kiedy gra przypomina że pochodzi z 2009 roku. Poza tym, Ninja Gaiden ∑ 2 praktycznie nie odstaje graficznie od trzeciej części. Różni się jedynie perspektywa kamery i intensywność efektów.

NINJA GAIDEN Σ2_20210607003348

Jest to też najłatwiejsza i najprzyjemniejsza część trylogii. Wielu fanom się to kiedyś nie podobało. Grając w Sigma 2 zaraz po przejściu jedynki, nie zginąłem ani razu. Rzadko mamy tu prawdziwie irytujące sytuacje. Kombosy wchodzą wręcz miodnie, Ryu wykonuje akrobacje dokładnie jak tego chcemy. Na pochwałę zasługuje też responsywność, która pracuje tu najlepiej ze wszystkich 3 gier.

Kliknij aby powiększyć

Podsumowując: rewelacyjne usprawnienia graficzne, świetna responsywność, poprawienie cutscenek i najprzyjemniejsza w ograniu. Sigma 2 jest tak udanym remasterem, że w mojej ocenie mogłaby wyjść osobno w tej samej cenie (szkoda jedynie że dostaliśmy Ninja Gaiden ∑ 2 a nie jakiś mix “gołej” dwójki z Sigmą. Ale to już czepialstwo).

Ninja Gaiden 3: Razor’s Edge

Tutaj bez zaskoczeń – Razor’s Edge już w dniu premiery graficznie prezentował się fantastycznie. Remaster robi więc też najmniejsze wrażenie – co nie oznacza że złe. Po prostu w tym wypadku gra zestarzała się najmniej, więc i najmniej było do poprawy. Nadal trudno jednak uwierzyć, że tytuł ten ma już prawie 10 lat na karku i pierwotnie wyszedł na PlayStation 3 i Xboxa 360. Obecnie Ninja Gaiden Razor’s Edge prezentuje się jak tytuł z poprzedniej generacji.

NINJA GAIDEN 3_ Razor's Edge_20210609162711

Smaczku remastrowi dodaje zabójcze tempo. Efektów jest tu cała masa, szczególnie gdy robimy chain-finishery. Na 4K wygląda to zupełnie inaczej niż na 720p. Team Ninja zdecydowanie wyprzedził swoje czasy na tamte lata. Dopiero teraz mamy okazję w pełni docenić, jak ta gra się prezentuje. Ma to też swoje minusy – na ekranie dzieje się tak dużo i tak szybko, że często gubimy Ryu z oczu. W tej części mamy też quick-time-eventy. Przez jednych znienawidzone, przez innych uwielbiane. Ja tam QTE ogólnie nawet lubię, a tych nie ma tutaj aż tak dużo.

Kliknij aby powiększyć

Podsumowując: Ninja Theory miało tu najmniej do roboty, jednak nadal jest to udany remaster. Wysoki framerate nadaje jeszcze większego, dzikiego wręcz tempa (nie mamy jednak wrażenia, że gra jest przyspieszona) a rozdzielczość pozwala cieszyć oko naprawdę fantastycznymi finisherami i efektami.

O samych grach

Ninja Gaideny godnie się zestarzały – nie ma co na ten temat dyskutować. Jedynka to prawdziwie nostalgiczny trip, który przypomniał mi, ile obecnie ułatwień i usprawnień jest w tego typu grach. Wreszcie też miałem okazję ograć Razor’s Edge. Jak pisałem w Co Nas Ulepiło, grałem w niedorobionego Ninja Gaiden 3. Razor’s Edge to praktycznie inna gra – dostępne są nowe bronie, techniki ninpo, mnóstwo nowych starć i jest trudna jak diabli. Dziwi mnie też, że jest oceniana tak nisko. O ile “goła” trójka faktycznie zasługuje na cięgi, to Razor’s Edge jest świetnym powrotem do korzeni.

Momiji pose

Jest też kolejny aspekt – Koei Tecmo i Ninja Theory nie ocenzurowało gier w żadnym aspekcie. I warto przypomnieć sobie, jak się kiedyś gry robiło. Najlepiej widać to chyba na przykładzie designu Rachel z Sigma… ok, niby to żart, ale kiedyś na nikim taki desing nie robił wrażenia. Dziś byłby to drażliwy temat. Nie brakuje tu też prawdziwej brutalności – dekapitacje, odcinanie kończyn, bardzo brutalne choreografie ataków. Obecnie ze świecą szukać takich rzeczy w grach, a nawet jeśli są, to są “problematyczne”. A być nie powinny, gdyż to twórcy powinni o takich rzeczach decydować. Same odcinanie kończyn i zachowanie wrogów było zdaje się innowacyjne w Sigma 2 – ale Gaideny ogólnie wprowadziły dużo innowacji do całego gatunku.

ninja gaiden sigma master rachel

Co tu więcej pisać – każda z gier (poza Razor’s Edge) ma już ponad dekadę na karku, więc została zrecenzowana wzdłuż i wszerz. A remastery tylko utwierdzają mnie o świetności tej serii.

Kilka słów na koniec

Naprawdę miło było wrócić do gier, które – jakby nie patrzeć – przyciągnęły mnie do gatunku gier akcji. Rozpieszczany przy tym łatwością slasherów “post Devil May Cry 4”, zapomniałem jakim wielkim wyzwaniem one były. Szaleńcze tempo, brak autocelowania, złożone kombosy. Ehhh, takich gier już się nie robi i domyślam się, że wielu dziennikarzy (szczególnie zachodnich) nie przebrnie nawet przez połowę pierwszej części. Ja się przy Gaidenach bawiłem przednio – przy każdym z innego powodu. Sigma to taka radość w stylu Dark Souls – masz satysfakcję, że się udało w ogóle przejść. Sigma 2 to – po jedynce – wręcz relaksująca odskocznia. Razor’s Edge znowu jest piekielnie trudna, jednak daje niesamowitą satysfakcję i bardzo cieszy oko.

Screenshot razors edge

Ninja Gaiden Master Collection to zdecydowanie wart swojej ceny remaster. Na pewno nie było na niego za wcześnie i Koei wybrał bardzo odpowiedni moment na wydanie legendarnej trylogii Ryu Hayabusy. Można go dostać już za 169zł (i 209zł za edycję deluxe z soundtrackiem i artworkami) i będę stał przy tym, że jest wart swojej ceny (szczególnie że dostajemy 3 gry). Jeżeli tak jak ja uwielbiacie slashery, dynamiczne gry i czasem lubicie sprzedać sobie nutkę masochizmu, zwieńczoną nieopisaną satysfakcją – bierzcie w ciemno. Polecam też wszystkim fanom serii oraz “zielonym”, którzy szukają wyzwania i lubią klasyczne gry. Rekomenduję z czystym sercem – naprawdę, tak powinny wyglądać remastery.

Gry testowaliśmy na PlayStation 5, w wersji PlayStation 4. Dziękujemy Koei Tecmo za dostarczenie egzemplarza do recenzji.