Retrosekcja#3 – Fantasy Wars

Strategie turowe to nie jest najpopularniejszy gatunek na świecie. Właściwie to jest cholera nisza. Nisza, którą bardzo lubię, dlatego bardzo często staram się zapoznać z nowymi grami z tego gatunku. Niestety, większość z tytułów, na które się natykam to wariacje na temat Civilization. Czasem jednak trafi się na jakąś perełkę. Np. na Fantasy Wars.

Skąd to wyciągnąłem?

Dobra, nie ma co ukrywać – Fantasy Wars jest tak chwytliwym tytułem, że prawdopodobnie nawet widząc go w sklepie olalibyście coś takiego ciepłym moczem. A jak wam jeszcze powiem, że swego czasu można było kupić ją w kiosku Ruchu za jakieś 25zł, to już zupełnie zwątpicie. A okazuje się, że pozory mylą.

Fantasy Wars

Za Fantasy Wars stoi studio Ino-Co. Kojarzycie? Pewnie nie, za wiele nie wydali. Ale mają na swoim koncie całkiem przyjemne Majesty 2 oraz serię Warlock: Master of the Arcane. Fantasy Wars była debiutancką grą tego studia. Jak już wspomniałem we wstępie, gra klonem Civki nie jest. Heroesów zresztą też nie. Fantasy Wars to gra, nastawiona w niemal 100% na walkę. Bardziej przypomina planszówkowy skirmish niż którąkolwiek z popularniejszych obecnie serii turówek. Sami twórcy mocno inspirowali się chociażby stareńkim Fantasy Generalem.

O fabule i kampanii słów kilka

Fabuła jest porywająca, zawiera wiele zwrotów akcji i w ogóle jest czadowa. Sprowadza się do tego, że pojawia się wielkie zło, które trzeba pokonać. Kurtyna. Troszkę też śmieszne jest to, że sama historia stara się być dość mroczna, co kontrastuje mocno ze stylem graficznym. No ale rozumiem, budżet chyba za duży nie był. Zresztą mówiąc szczerze niespecjalnie zwracałem uwagę na aspekt fabularny.

Fantasy Wars

Co do samej kampanii – w podstawce mamy 3 kampanie: ludzi, elfów oraz orków. Jeżeli zaopatrzymy się w samodzielny dodatek/drugą część (bo sumie cholera wie) pod tytułem Elven Legacy to będziemy mieli tego trochę więcej. Zwłaszcza że do Elven Legacy też są kolejne kampanie. Wracając do samej gry… trzeba się przygotować, że jest trudna. Nawet na łatwym poziomie trudności. To nie jest wyjście w klapkach po bułeczki do sklepu, oj nie. Poziom jest wyśrubowany, mamy też ograniczoną liczbę tur na zwycięstwo. Najtrudniejsze jest jednak coś innego, o czym nie dowiemy się na samym początku gry. Jeżeli jakaś jednostka nam padnie… to padnie na całą kampanię. Jasne, mamy możliwość rekrutacji i w ogóle, ale biorąc pod uwagę, że nasze jednostki awansują, to strata którejś z nich jest bardzo bolesna.

Rozgrywka

Fantasy Wars pod względem walki jest tak klasyczna, jak tylko może być. Podstawy są bardzo proste. Walczymy na hexach, jednostki walczące w zwarciu mogą atakować tylko sąsiadujący, strzelające hex oddalony o 2 pola, a maszyny oblężnicze o 3. Do tego dochodzą nam dodanie bądź ujemne modyfikatory terenu oraz specyficzne bonusy wynikające z klasy jednostek. Wiecie, włócznicy lepiej bronią się przed kawalerią niż goście z mieczami i takie tam. Niby standard, ale działa to naprawdę cholernie dobrze. Powiedziałbym nawet, że ciężko znaleźć grę, w której walka tak sprawnie została rozwiązana. Dodajmy do tego jeszcze mgłę wojny, zasadzki i konieczność korzystania ze scoutingu… no bajka

Fantasy Wars

W grze występuje również magia, przy czym nie mamy tutaj sytuacji znanej chociażby z Heroesów. Owszem, magia jest naprawdę potężna. Sęk w tym, że ilość użyć poszczególnych zaklęć jest limitowana ilościowo. Dlatego zaplanowanie poszczególnych ruchów w praktyce nie jest takie proste. Walka to zdecydowanie to, w czym Fantasy Wars po prostu błyszczy.

Audio-wideo

Po grze wydanej w 2007 roku nie ma co się spodziewać szału. Z tym że nawet w dniu premiery Fantasy Wars wyglądało mocno średnio. Modele postaci są bardzo przeciętne, niektóre wyglądają wręcz karykaturalnie. Dodatkowo wszystko się świeci jak psu jajca. W normalnej sytuacji krytykowałbym oprawę wizualną Fantasy Wars ile wlezie, ale w dobie zachwycania się pixel artem ta strategia wygląda lepiej niż cała masa nowych produkcji.

Z audio jest podobnie, tyłka absolutnie nie urywa. Dodatkowo ten mongolskie dialogi… Powiem tak: to nie jest najgorsza gra aktorska jaką słyszałem, ale naprawdę daleko jej do dobrej. Ujdzie w tłoku i tyle.

Komcie, komenty

Chyba zacznę częściej wrzucać jakieś negatywne komentarze ze steamów, gier online czy innych metacriticów do tekstów. Człowiek naprawdę może się dowartościować, że nie jest takim zupełnym lemmingiem. No to jedziemy z koksem:
“Rozgrywka prowadzona jest w systemie turowym. Czyli dla mnie klapa gowno jak herosy”. Cóż mogę powiedzieć… XD

Fantasy Wars

“Jest mniej jednostek niż w Fantasy General, dodatkowo jest brzydkie. Lepiej włączyć Fantasy Generala” – ten za to pięknie teraz wygląda. Przypominam, premiera 1996.

i chyba moje ulubione (tłumaczenie ze Steama):
“G*wniana strategia z beznadziejnym sterowaniem”. Jeśli ktoś nie ogarnia myszki, to chyba już nic mu nie może pomóc.

Dobre?

Pod względem rozgrywki? Kapitalne. Cholera, ciężko mi wymienić lepszą strategię turową. Jasne, jest trudna. Jest brzydka. Dodatkowo przez ograniczenie czasowe często nie jesteśmy w stanie zrobić misji pobocznych. To wszystko prawda. Ale mimo tych wad nadal wolę zagrać w nią, niż w 38 klon Civki czy drażniących Heroesów 7.  Warto też zaznaczyć, że gra ma świetny przelicznik cena/jakość. Często można wyrwać całą serię w okolicach 6zł. Tak, 6, tam nie brakuje nigdzie cyferki.

Aha, jest też szansa na dorwanie wersji polskiej. Fantasy Wars w paczce z Elven Legacy zostało wydane przez Cenegę jakoś w 1,5-2 lata po premierze. Także jeśli kiedyś kupiliście w kioseczku to pewnie właśnie taką Złotą Edycję posiadacie. Jeśli nie, to gra jest dostępna w cyfrowej dystrybucji zarówno na Steam jak i GOG.

Komenatrze