Rocket Arena umiera w rynsztoku. Miał być hit EA, ale przecież nikt w to nie wierzył

Electronic Arts wypuszczając na rynek Rocket Arenę popełniło tak wiele błędów, że zauważyłby je kapsel od piwa. Ja je widziałem, on je widział. EA, co sobie myśleliście?

Istnieje przeogromne prawdopodobieństwo (by nie napisać “w co duże”), że o grze Rocket Arena nawet nie słyszałeś. I wiesz co? Nie dziwię Ci się. To jedna z tych produkcji, o których za miesiąc nie będziemy pamiętać w ogóle. Jak LawBreakers, Radical Heights, Paragon czy Battleborne. I przyznaj, że chociaż jeden z tych tytułów musiałeś wygooglać. Tylko nie kłam.

Powody tych porażek są różne. Rzadko jednak zdarza się porażka tak spektakularna jak Rocket Arena. To istny pomnik z brązu (wink wink) dla każdej porażki w tej branży. I ten nie będzie trwalszy niż ze spiżu, bo rozpłynie się przy pierwszym deszczu. Tak to już z ulepami jest.

Rocket Arena – stan na dziś

Żeby ładnie nakreślić obraz nędzy i rozpaczy, zacznijmy od kilku wartości:

  • 129 zł – to domniemana przez EA wartość gry w dniu premiery
  • 21 zł – to cena gry 10 dni później
  • 0 – to wartość rzeczywista Rocket Areny

Ok, to ostatnie jest wartością subiektywną, ale 83% obniżka w NIECAŁE DWA TYGODNIE od premiery pokazuje, jak bardzo marketing EA zje*ał (przepraszam, ale inaczej się w tej sytuacji nie da).

Jest jeszcze kilka innych wartości. Zaznaczam, że gra działa przez platformę Origin, ale jest też dostępna na Steam. Poniższe wartości dotyczą JEDYNIE STEAM i nie odzwierciedlają W PEŁNI zainteresowania grą. Ale trochę jednak tak.

Okazuje się bowiem, że na tydzień po premierze peak graczy (największa liczba jednoczesnych sesji) na Steam wynosił… 180. W ostatni wtorek było to z kolei już 119. Nic więc dziwnego, że już wczoraj ruszył darmowy weekend. I rzeczywiście odzew jest – niemal 900 osób bawi się w Rocket Arenę na Steam.

Rocket Arena – grzechy główne

“Oh boy!” – chciałoby się zakrzyknąć przy samej próbie ułożenia sobie w głowie tego, co EA zrobiło nie tak z tą grą. Ale postaram się wyszczególnić najważniejsze grzeszki tej produkcji.

EA Play 2020

Pamiętacie, że Rocket Arena była na EA Play 2020? Ja też musiałem cofać “taśmę” z nagraniem, bo sami twórcy zdawali się usilnie ukrywać tę grę i mówić o niej jak najmniej. Być może była to część planu, którego założeniem było powtórzenie sukcesu Apex, także z portfolio Electronic Arts. Wiecie… mała zapowiedź, szybka premiera i BUM.

Z tym, że fani Respawn Entertainment czekali na informacje o nowej grze ich ulubionego studia i dostali “NOWĄ GRĘ TWÓRCÓW TITANFALL”. A w przypadku Rocket Areny? “Nowa gra twórców… eeee… niczego?”. Nosz kuźwa, jak wejdziecie na stronę studia Final Strike Games to zobaczycie to:

Final Strike Games

Serio? Dajcie mi chwilę, muszę ochłonąć…

…no dobra, ale abstrahując już od absurdalnego hasła na absurdalnej stronie. Po co w nazwie studia liczba mnoga “games”, skoro zrobili jedną grę? Cytując Wielkiego Polaka: “nie wiem”. Tak samo, jak nie wiem co stało się z marketingiem tej gry, ale to tytuł popularny jak mongolski jazz.

Co to za cena?

– Zróbmy kolorową grę dla dzieci!
– OK!
– Niech konkuruje z Fortnite!
– OK!
– Niech dzieci zapłacą nam za nią 129 złotych!
– Co? Znaczy się… OK!

Tak mogła wyglądać rozmowa na dosyć wysokim szczeblu gdzieś w EA. Firma, która ma w portfolio zarabiającą grube pieniądze darmówkę w postaci Apex i która chce konkurować m.in. z Fortnite, wypuszcza grę za całkiem spore pieniądze, targetując ją do osób, które nie mają pieniędzy. Bo fuck logic i właśnie dlatego!

Pssst. Ta gra, mimo swojej ceny, wciąż ma w środku mikropłatności. A wersja z jakąś ładną skórką kosztowała na dzień dobry ponad dwie stówy. Serio serio.

Co to za gatunek?

OK, może ktoś teraz podjąć temat, że gra też chce konkurować z takim Rocket League, bo też 3v3, bo też tam jakiś tryb z piłką itd. A przecież za Rocket League też trzeba zapłacić. Tak, ale nie porównujcie stuletniej skillowej gry, w której odnajdują się też czterdziestolatkowie z kolorową zabawą blond-laleczkami w “au, trafiła mnie rakieta”. Serio.

W ogóle co za gatunek próbuje reprezentować sobą Rocket Arena? Są tu pojedynki 3v3, wypadanie z map, jak w Smash Bros., hero-shooter, tryb z piłką… jak moje wypracowanie z polskiego w 3 klasie gimnazjum – wszystko i nic.

Optymalizacja

Ej no, ale może jakiś dzieciak jednak chciałby w to zagrać? To OBY MIAŁ MOCNY KOMPUTER! Gra działa płynnie na wysokich detalach na sprzęcie od RTX 2060 wzwyż. Poniżej trzeba zjeżdżać detalami, albo przyzwyczaić się do 30 klatek. Jeżeli dostałeś komputer z marketu na komunię, to nie wróżę Ci wielkich sukcesów w tej produkcji.

Brak charakteru

Wiecie jak jest po angielsku “postać”? W sensie osoby, a nie że “lubię sobie postać”. Otóż “character”. I w przypadku Rocket Areny jest to baaardzo ironiczne. Bardzo. Bo żadna z postaci nie ma nawet odrobiny charakteru. Są to ciche, nudne i bez polotu stworzone modele, które ktoś zanimował, a ktoś inny dopisał im dwie linijki bio. I tyle. Na tym tle Overwatch powinien dostać dożywotni zapas literackich Nagród Nobla.

Co więcej, na bodaj 10 postaci tylko 3 są w ogóle użyteczne. Reszta jedynie wygląda bo ich skille albo się w obecnych trybach nie nadają, albo te innych postaci nadają się lepiej. Jak chociażby odepchnięcie pirata przy grze w piłkę.

Tak, grałem w tę grę. Tak, mam jej dosyć. A nawet jakbym nie miał, to raczej nie mam z kim zagrać.

Komenatrze