Sprzedaż Danger Gazers wzrosła o 400% po tym jak twórca udostępnił wersję piracką

Kolejny przykład pokazujący, że czasem nie warto być zbyt restrykcyjnym co do praw autorskich. 

Coś, czego branża muzyczna i filmowo/serialowa chyba nigdy się nie nauczą. Podczas, gdy wydawcy muzyczni potrafią zgłaszać naruszenie praw autorskich w filmiku na YouTube, bo przez 2 sekundy w tle było słychać (po podgłośnieniu o 1000%) posiadaną przez nich muzykę, branża gamingowa po raz kolejny udowadnia, że świat nie jest czarno-biały. I o ile nie negujemy, że piractwo samo w sobie jest złe, to można podejść do graczy w rozsądny sposób. Ścieżkę ku temu utarł CDProjekt, wydając sklep GoG, gdzie żadna gra nie ma zabezpieczeń antypirackich. I jakoś są w stanie zarabiać – i to całkiem dobrze.

danger gazers sacrifice

Podobnego podejścia spróbował Shota Bobokhidze, twórca gry Danger Gazer. Udostępnił on swoją grę na torrentach kompletnie za darmo. Zapewnił, że nie ma żadnego haczyka (jak np. znane z naszego podwórka wezwania przedsądowe). Jest to w pełni funkcjonalna gra, jedynie pozbawiona funkcji steamowych. W zamian poprosił jedynie o rozważenie kupna gry na Steamie. Reakcja graczy była bardzo pozytywna. Wielu z nich po wypróbowaniu tytułu w darmowej wersji, kupiło oryginalny tytuł, żeby wesprzeć twórcę. Jak sam Bobokhidze mówił w wywiadzie – sprzedaż wzrosła o około 400%. Wspomniał też, że doskonale rozumie graczy, którzy nie mogą sobie pozwolić na kupno gry, gdyż sam w takich warunkach dorastał. Niektórzy wpłacili nawet coś extra.

Nie jest to pierwszy raz, gdy wyciągnięcie ręki do piratów się opłaciło. W 2012 roku Sos Sosowski, polski twórca niszowej przygodówki McPixel, był tak przejęty faktem, że jego niewielkie dzieło trafiło na stronę z torrentami, że… w komentarzu podziękował za dostrzeżenie jego dzieła, dorzucając do niego kilka kluczy Steam do swojej gry. Akcję dostrzegli admini The Pirate Bay i… postanowili oni wypromować twórcę na stronie głównej serwisu. Oczywiście zarobki Sosa od razu podskoczyły, a o grze usłyszał cały świat. W ramach akcji, podczas której za McPixel można było wpłacić dowolną kwotę, polski twórca zarobił prawie 8 tysięcy dolarów. Niewiele, ale jak na kilka dni i jednego nieznanego twórcę całkiem nieźle.

Nie oznacza to wcale jednak, że piractwo jest dobre

Jest to wyraz wsparcia od graczy dla twórcy, który po prostu chciał dać coś od siebie. Tak pozytywny wydźwięk jest też spowodowany ogromną nagonką, jaka obecnie ma miejsce we wspomnianych na początku industriach, szczególnie muzycznym. Gracze po prostu w ten sposób wyrażają swój sprzeciw wobec nieadekwatnego karania. Jeżeli chcecie wesprzeć twórcę, to jego gra dostępna jest w sklepie Steam.

Źródło: Polygon

Komenatrze