To będzie bardzo dobry rok, żeby kupić gamingowy PC

Gracze PC nie mieli różowo ostatnimi laty. Ceny komponentów dosłownie szalały, co prowadziło do obłudnych sytuacji. Za średniej klasy komputer do gier, trzeba było płacić nawet 5 tysięcy złotych. Wygląda na to, że sytuacja niedługo całkowicie się odmieni i upgrade komputera wreszcie będzie opłacalny.

Dla mnie sam aspekt budowania i rozbudowywania PC jest jedną z przyjemniejszych rzeczy, jakie wiążą się z graniem na stacjonarce. Ostatnie lata nie były jednak zbyt przychylne fanom upgrade’owania swoich komputerów. Ceny stały się istnie zaporowe i kolejne generacje komponentów zamiast powodować obniżenie cen poprzedniej, to po prostu były wydawane drożej (a stare miały taką samą cenę).
Ciężko to nawet skomentować. Powiedzieć, że ceny pamięci RAM i dysków SSD były przesadzone, to jak napisać, że druga wojna światowa to był całkiem spory konflikt. Nowa generacja kart GeForce też kosztowała majątek. Najtańszy RTX 2060 startował (mówię tu o cenach rzeczywistych w sklepach a nie deklarowanych) od prawie 2000zł… za kartę z wyższego segmentu średniej klasy. Ale wygląda na to, że te mroczne czasy odejdą w niepamięć. Przynajmniej na jakiś czas.

Kiedyś to było…

Żeby lepiej zobrazować, jak tragiczna była sytuacja, porównajmy ceny zestawu komputerowego z połowy 2014 roku z zestawem z końcówki 2018. Skupmy się głównie na tym samym segmencie, czyli ile musimy wydać, żeby cieszyć się możliwością płynnego grania w praktycznie każdy wychodzący w danym okresie czasu tytuł AAA w maksymalnych ustawieniach w FullHD:

i5 4690k – 850zł
płyta główna z chipsetem Z97 (średnia cena) – 480zł
AMD Radeon R9 290 – 1450zł (konkurencyjny GTX 780 kosztował około 1600zł)
8GB ram DDR3 2133MHz dual channel – 310zł
SSD 128GB – 220zł
1TB HDD – 200zł
zasilacz, obudowa, chłodzenie procesora – 500zł

Razem mamy kwotę 4010zł za komputer, jak na tamte czasy – bardzo o dobrej wydajności. Można się pokusić, że to nawet nie klasa średnia a już dolny segment wyższej klasy. Do tego lawirując między sklepami i producentami poszczególnych komponentów, można zaoszczędzić jeszcze kilkaset złotych.

Teraz weźmy zestaw sprzed obniżek cen RAM/SSD:

i5  8600K – 1350zł
płyt główna z chipsetem Z370 (średnia cena) – 650zł
GeForce GTX 1070 – 1850zł
16GB DDR4 3000MHz dual channel – 620zł
SSD 500GB – 450zł
1TB HDD – 150zł
zasilacz, obudowa, chłodzenie procesora – 500zł

Razem mamy aż 5570zł. Kupując tańszy SSD oraz 8GB RAM zaoszczędzimy jedynie niecałe 400zł. Do tego nie jest to wg mnie najgorszy moment, jaki mieliśmy. Biorąc ceny po premierze RTX oraz procesorów Intela 9. generacji, za podobny zestaw z RTX2060 i i5-9600k zapłacilibyśmy jeszcze kilkaset złotych więcej. Na szczęście spadek cen SSD oraz RAM nieco zniwelował różnice.

touring

Dlaczego było drogo

Na taki stan złożyło się kilka czynników, ale głównie brak konkurencji. Producenci modułów DRAM (używanych w kartach graficznych, kościach RAM czy smartfonach), czyli jedynie 3 firmy – Samsung, Hynix oraz Micron, kontrolują praktycznie cały rynek i mogą dowolnie regulować podaż, wpływając tym sposobem na ceny. Zmowa nie została nigdy udowodniona, ale fakt że gdy zaczęły się dochodzenia sprawdzające czy takiej zmowy na rynku nie ma, to nagle ceny się unormowały. Przypadek?

Ceny kart graficznych, to oczywiście efekt problemów AMD, które nie było w stanie nawiązać sensownej konkurencji. Tzn. było, ale tego nie zrobiło. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia. AMD bardzo długo zwlekało ze stosowaniem pamięci DDR6 albo chociaż DDR5X w swoich kartach i używało bardzo drogich i trudno dostępnych HBM i HBM2. Nigdy nie dowiemy się, jak rdzeń Fiji (stosowany w serii R9 Fury/X) mógł sobie radzić z pamięciami DDR. Nie jestem ekspertem od półprzewodników, ale modyfikacja rdzenia i kontrolera, umożliwiająca stosowanie do nich pamięci DDR chyba jest mniej skomplikowana, niż projektowanie nowej architektury od zera. Zamiast tego przez kilka lat dostawaliśmy odgrzewane kotlety. W tym czasie NVidia wypuściła bardzo udaną serię GTX10x0 oraz najnowszą RTX i jej tańsze wersje (GTX11x0). Niestety, przez brak odpowiedzi ze strony AMD, ceny kolejnych serii zahaczały o kolejne granice absurdu.

Jeżeli jednak chodzi o procesory, to tutaj sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Intel już od dawna trzymał monopol, jednak ceny były nawet znośne. W 2014 roku i5-4690K nie miało konkurenta a cena za niego wynosiła 850zł. Późniejsze wzrosty cen procesorów Intela były spowodowane przez… samego Intela. Wynikał on głównie z problemów produkcyjnych i bieżącym zaopatrzeniem rynku.

Czytaj dalej: Koniec koszmaru?

Skomentuj