W Japonii uchwalono ograniczenia dla nieletnich graczy… bardziej restrykcyjne niż w Chinach

OK boomer

Jakiś czas temu pisałem o planowanych przez polityków w Japonii zmianach, mających ograniczyć przesiadywanie nieletnich przed grami. Poprzedni news możecie znaleźć tutaj. Wspomniałem w nim też, że przepis najpewniej nie przejdzie. I nie myliłem się – za pierwszym razem przepisy zostały odrzucone.

Niestety, znamy z autopsji (chyba aż za dobrze), że jak czegoś nie uchwalono za pierwszym razem, to najwyżej zagłosuje się jeszcze raz. No i przepisy przyklepano. Tylko nikt nie zauważył, że w kraju bez znaczącego reżimu dość trudno będzie owe prawo egzekwować. Temat wrócił pod dyskusję za sprawą tweeta twórcy Tekkena, Katsuhiro Harady:

Przepisy weszły w życie 1. kwietnia. Ograniczają granie do 60 min dziennie w dni robocze i 90 minut w weekendy, a także wprowadzają gamingową “godzinę policyjną” po 22:00. Przepisy obowiązują (na razie) tylko w prefekturze Kagawa. Dla porównania, Chiny ograniczyły granie do 1,5 godziny na każdy dzień i 2x tyle w dni wolne i święta.

Tylko że japoński przepis… ostatecznie nie ma sensu

…i – o ironio – zwraca uwagę na prawdziwe źródło problemów z nadmiernym przesiadywaniem dzieci przy grach – rodziców. Nie oszukujmy się, że to od rodziców w głównej mierze powinno zależeć balansowanie życia dziecka i odpowiednie ograniczanie przesiadywania przed komputerem/telefonem. I pośrednio to samo przyznali politycy w uchwalonym prawie – “egzekwowanie uchwalonych przepisów należy do rodziców”. Innymi słowy – znowu ucierpią najpewniej niewinni.

Nie wydaje mi się, żeby nieodpowiedzialni rodzice, którzy nie bardzo interesują się co ich pociecha robi, nagle stali się przykładni i grzecznie egzekwowali prawo. Za to ci bardziej praworządni, najpewniej wezmą przepisy na poważnie. Czyli jak zwykle – rykoszetem dostanie grupa, do której te działania nawet nie są skierowane. Klasyk w wykonaniu starych pierdów u władzy. Skąd my to znamy…

Źródło: Siliconera

Komenatrze